..
Tam i z powrotem

109 | 61583
 
 
2008-04-23
Odsłon: 1318
 

Tygrysice na K2


Lepiej przeżyć jeden dzień jako tygrys
Niżeli tysiąc jako owca
Przysłowie tybetańskie

Powyższe przysłowie przytaczam za Jennifer Jordan, autorką książki „Okrutny szczyt” (recenzja w Górach, nr 4 (167) 2008). Bardzo mi się ono podoba i doskonale pasuje do opisywanych przez autorkę himalaistek, które jako pierwsze kobiety wspięły się na K2.

”Wanda Rutkiewicz, zanim zaginęła na Kanczendzandze w 1992 r., jako pierwsza Europejka i pierwsza Polka (wyprzedziła panów!) wspięła się na Everest. Przez długi czas była jedyną na świecie kobietą, która weszła na osiem ośmiotysięczników. Przeciwieństwem silnej Wandy była Liliane Barrard, cicha żona Maurice’a, usuwająca się w cień członkini teamu lansującego się po zdobyciu Gasherbrumu i Nanga Parbat na „najwyższą parę świata”. Zginęła wraz z mężem schodząc ze szczytu K2. Julie Tullis wyruszyła na pierwszą himalajską ekspedycję, gdy jej starszy syn miał 18 lat. Rezygnując ze spokojnego rodzinnego życia, wraz z Kurtem Diembergerem w l. 1982-85 odbyła 5 wypraw. Ostatnia – na K2 – okazała się tragiczna. Beztroską Chantal Maudit, aktywnie uprawiającą różnorodne sporty, cechowała energia i namiętność. Korzystała bez skrupułów z pomocy mężczyzn, którzy niemal wnosili i znosili ją z kolejnych szczytów. Z K2 dzięki tej pomocy udało jej się szczęśliwie powrócić do bazy, jednak Dhaulagiri w 1998 r. okazała się mniej łaskawa. Ostatnia z kobiet, którym poświęcona jest książka, Alison Hargreaves, kochała się wspinać. Nie przeszkadzała jej w tym nawet ciąża. W uprzęży opinającej brzuch samotnie pokonała północną ścianę Eigeru i mimo że odeszły jej wody płodowe, na poród udała się dopiero, kiedy dokończyła ostatni wyciąg w skałach. Gdy jako pierwsza kobieta osiągnęła wierzchołek Everestu bez tlenu i wsparcia z zewnątrz, w bazie czekały na nią jej kilkuletnie dzieci. Pod K2 ich nie było. Przyjechały parę miesięcy później, by zobaczyć górę, na której zginęła mama.” (fragment recenzji)

Miałam mieszane uczucia czytając tę książkę i przygotowując recenzję dla Gór. Musiałam odrobinę skrytykować goniący za sensacją sposób pisania autorki. Jednak cieszę, że poznałam życiorysy „tygrysic”. Są pełne ambicji, emocji i miłości – do gór, dzieci, mężów, kochanków... Polecam tę książkę wszystkim aktywnym kobietom! Domowym kurom także. Wszystko przed wami - patrz przykład Julie Tullis...
 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
ZAPISZ
 
kag 2008-05-06 10:47:10
A jaka to gora? Ja tez wydaje mi sie rozumiem te tygrysice i zazdroszcze odwagi w dazeniu do celu
2 pazury 2008-05-01 23:59:51
K2 nigdy na żywo nie widziałam i może nie zobaczę. Ale znam jedną Górę (wprawdzie niższą i duużo łatwiejszą technicznie), która podobno "z twarzy" podobna jest do K2. Z charakteru pewnie trochę też. I patrząc na Nią rozumiem chyba to coś, co tam ciągnęło Tygrysice, co sprawiało, że Góra stawała się obsesją. Piękną obsesją.


Archiwum wpisów

Pn

Wt

Sr

Czw

Pt

So

Nd

 
 
 
 

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31